
| wzorce dużej masy -
wagi
projektowanie serwerowni - duże wyzwanie, lepsze perspektywy hotel konferencje - komfort pracy studio fotograficzne - zdjęcia na każdą okazje tsm - unikalne oprogramowanie urządzenia kosmetyczne - najlepszy sprzęt noclegi elbląg - wspaniałe apartamenty na noc |

Autor archiwum
lis
23
Multum produktów znajdujących się na rynku i różna sytuacja ekonomiczna procedują, iż nieraz przerzut zobowiązania do odmiennego banku może dać duże oszczędności. W zależności od tego, na jakich wymogach uzyskaliśmy swoją kredyt, a jakie aktualnie są osiągalne, w własnej kieszeni pozostanie aż 200 złotych… co miesiąc! Na pewno przy wyższych pożyczkach mieszkaniowych pieniądze mogą być jeszcze wyższe.
Kredyt hipoteczny niższsza marża
Głównym operandem za zmianą instytucji finansowej jest zredukowanie oprocentowania. Chodzi w zasadzie o naliczaną marżę. Jeżeli zaciągnęliśmy kredyt mieszkaniowy w trakcie tzw. zastoju, jak najmniejsza marża wahała się między 2-3%, trzeba podjąć próbę renegocjacji umowy z instytucją finansową. Niewyrażenie zgody zmiany warunków to bardzo dobry dowód na nieco wyższy trud i odszukanie tańszego kredytu.
Współcześnie atrakcyjne banki zaproponują marżę niżej jednego punktu procentowego. Finanse mogą być więc nadzwyczaj solidne. Koniecznie zapoznajmy się jednak z ścisłym regulaminem propozycji. Dużo jednostek zapewnia minimalną marżę zaledwie przez paręnaście pierwszych miesięcy, a w następnej kolejności znacznie podwyższa koszty.
Refinansowanie zobowiązania hipotecznego to coraz popularniejsza usługa. „Podbieranie” użytkowników konkurencji intryguje wszak każde przedsiębiorstwo, a instytucje finansowe nie stanowią w tym miejscu wyjątku. Przy odmianie banku możemy nierzadko oczekiwać na preferencyjne warunki w stosunku do typowej oferty!
lis
12
Nie sposób nie ulec wrażeniu, że technologie wdzierają się w nasze życie. Każdego dnia jesteśmy rabowani z prywatności, poczucia samokontroli, by ostatecznie wpaść w macki wyniszczającego nałogu. Brzmi nierealnie? Uzależnienie od technologii to fakt!Południowokoreańska klinika specjalizująca się w leczeniu cyfrowych uzależnień /AFP
Bez uczestnictwa internautów globalna sieć nigdy nie stałaby się sukcesem. Dzisiaj internet stoi przez kolejną fazą rewolucji. Jaką? Zaczyna się jak w przypadku każdego poważnego nałogu. Niewinnie. Kupujemy smartfona, tablet czy laptopa, oczywiście z dostępem do internetu. Z takich urządzeń korzystamy każdego dnia, nieświadomi, jak bardzo stajemy się od nich zależni. Specyfika współczesnego społeczeństwa nie daje najmniejszej szansy na obronę – jak pisze znany z cynicznego spojrzenia na świat Chuck Palahniuk, autor „Podziemnego kręgu” – rzeczy, które posiadasz, w końcu zaczynają posiadać ciebie.
Ze smartfonem jest podobnie. Sprawdzamy na nim pocztę, kursy giełdowe, używamy jako budzika, a w międzyczasie niespostrzeżenie tracimy kontrolę nad sytuacją. Kiedy gadżet się zepsuje lub, co gorsze – gdzieś się zawieruszy – nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z codziennością. Standardowe czynności stają się trudne do wykonania, nie wspominając nawet o bezproblemowej porannej pobudce. To nie wymysł postulujących o opamiętanie antyglobalistów, a coraz bardziej realny obraz naszego świata.
Narkomania bitów
Amerykańscy psychiatrzy wyodrębnili nowe jednostki chorobowe wywodzące się z wszechobecnych w ludzkim życiu nowych technologii. Prym wśród nich wiodą takie stany, jak uzależnienie od wysyłania e-maili, SMS -ów czy namiętne granie w gry MMO. Jednym z najniebezpieczniejszych jest jednak tzw. Zespół Uzależnienia od Internetu (ZUI) zaproponowany w Polsce przez prof. Andrzeja Jakubika, a na świecie eksplorowany przez znanych psychologów.
- Ten rodzaj uzależnienia będzie jedną z plag XXI wieku i kwestią czasu jest oficjalne sklasyfikowanie uzależnienia od internetu (siecioholizmu) jako jednostki chorobowej – powiedział dr n. med. Bohdan T. Woronowicz.
Uzależnienie od internetu jest stosunkowo świeżym zjawiskiem, a to dlatego, że w ostatnich latach rozwój globalnej sieci i nowych technologii osiągnął niewyobrażalne rozmiary. Sam internet jest wciąż na tyle nieobliczalnym medium, że dr Kimberly Young wyróżniła kilka podtypów ZUI (ang. Internet Addiction Disorder, IAD). Wśród nich można znaleźć m.in. erotomanię internetową, socjomanię internetową, przeciążenie informacyjne czy uzależnienie od komputera. Z wyników badań przeprowadzonych przez liczne zespoły wynika, że w USA uzależnionych od nowych technologii może być ponad 5 milionów osób. Dane te nie są jednak dokładne, bowiem na świecie wciąż istnieje zdecydowanie za mało ośrodków zajmujących się leczeniem wspomnianych zaburzeń.
Czy jesteś uzależniony?
Wyniki prostej ankiety przeprowadzonej w Wielkiej Brytanii najlepiej prezentują istotę problemu. Badacze przepytali na ulicy ponad 1000 osób, jak czują się po odcięciu od internetu na 24 godziny. Aż 53 proc. pytanych odczuwało zdenerwowanie, podczas gdy 40 proc. miało wrażenie pogłębionej samotności. Niezależny zespół poprosił losowo wybranych 2000 studentów z wyższych uczelni całego świata o odstawienie na taki sam czas zaawansowanych technologicznie gadżetów. W praktyce oznaczało to zero smartfonów, konsoli do gier, komputerów, telewizji oraz internetu. Wyniki okazały się przerażające.
Bez regularnie dostarczanego zastrzyku cyfrowej używki, badane osoby zachowywały się jak narkomani na głodzie. Zachodzące zmiany fizjologiczne, takie jak nadmierna potliwość, przyspieszona akcja serca, bezsenność oraz ogólne rozdrażnienie to typowe objawy odstawienia substancji uzależniających. Daleko idące skutki takich symptomów są jeszcze bardziej wyniszczające.
Internet ułatwia komunikację, ale krępuje naszą świadomość /AFP
Problem uzależnienia od nowych technologii jest autentyczny. Każdy z nas jest potencjalnym celem nie tylko dla twórców malware u – szkodliwego oprogramowania, do którego zaliczyć można wirusy, trojany czy aplikacje szpiegowskie, ale także dla głęboko zakorzenionego poczucia niewoli. Filozofowie od dawna rozważali naturę pojęć „wolność i zniewolenie”. Z zaskakującą precyzją można je odnieść do współczesności i wpływu technologii na ludzkie życie.
Zniewolenie, jakie nie śniło się filozofom
Odpowiedź na pytanie, czy tkwimy już w sidłach technologicznej niewoli, nie jest łatwe, a tym bardziej jednoznaczne. O naturę samej wolności pytali od zamierzchłych czasów filozofowie, którzy za swojego żywota nie spodziewali się ich dylematy będą aktualne i dzisiaj.
David Hume, szkocki myśliciel w XVIII w., zaproponował rozumienie wolności jako „możności działania lub niedziałania stosownie do determinacji i woli”. Zaprzeczeniem wolności jest przymus, któremu nie sposób się przeciwstawić. Jest to najbardziej standardowy wymiar poczucia wolności, na którym przyszłe pokolenia będą budować kolejne koncepcje. Nieco innego zdania był Jean Paul Sartre, który twierdził, że „każdy jest absolutnie i bezwarunkowo wolny i wręcz skazany na wolność”. Nie sposób odrzucić także ujęciu wolności w wydaniu Zygmunta Baumana, według którego jest to „możliwość decydowania i wyboru”.
Postęp technologiczny, który obserwujemy na przestrzeni ostatnich lat, definiuje największą chorobę naszych czasów. Trudno dziś wyobrazić sobie życie bez internetu i dostępu do zaawansowanych technologicznie gadżetów, niemniej jednak trzeba pamiętać, że wykorzystywane w nadmiernej ilości mogą doprowadzić do naszego samozniszczenia.
Jak czytamy w najnowszym raporcie Nortona na temat cyberprzestępczości, osoby, które padły ofiarą przestępstw w internecie częściej niż inni miały też do czynienia z niecybernetycznymi kryminalistami. Poza czysto fizjologicznymi zmianami, uzależnienie od technologii zaburza także szeroko rozumiane funkcje socjalne oraz odnajdywanie się w grupie społecznej. Portale takie jak Facebook, Nasza klasa czy Twitter spłycają kontakty międzyludzkie do kilkudziesięciu znaków, często pozbawionych dodatkowo znaków diakrytycznych. Jeżeli jedyny kontakt z drugim człowiekiem, jaki ma wielu internautów, odbywa się za pośrednictwem wspomnianych platform, to nic dziwnego, że po ich odstawieniu czują się zagubieni.
Nieskończone kuszenie
Otaczająca nas rzeczywistość dobitnie pokazuje, że uzależniony od technologii może być praktycznie każdy. Co więcej, wspomniane we wcześniejszych akapitach symptomy wzajemnie się przenikają i uzupełniają, przez co nawet najbardziej odporna jednostka nie może być pewna swojego stanu za kilka miesięcy. Internet to miecz obosieczny, który w najbardziej drastycznych przypadkach może doprowadzić do zaburzeń relacji międzyludzkich, rozpadu rodziny, a nawet poważnego stanu chorobowego. Problemu tego nie można bagatelizować, bowiem cyfrowa sieć oplątała nie tylko komputery, tablety, smartfony, konsole, ale i nasze podatne na manipulacje umysły.
paź
28
Niemal równo miesiąc temu przedstawiliśmy drugą odsłonę rankingu kont z dostępem przez Internet. Postanowiliśmy ugryźć temat z nieco innej strony i sprawdzić jaki zysk, bądź stratę, przynoszą konta ujęte w tym zestawieniu. Czy zwycięzca poprzedniego rankingu – eurobank – jest też najbardziej zyskownym kontem na rynku? Czy próbowaliście kiedyś policzyć ile co miesiąc kosztuje was wasze konto? Opłata za prowadzenie rachunku, przelewy internetowe, miesięczny abonament za kartę – to wszystko może sporo kosztować, zwłaszcza w skali roku. Jednak nie zawsze. Są na rynku konta, które są w darmowe po spełnieniu prostego wymogu. Są też takie, na których zarobimy dzięki programom premiowym, mającym najczęściej formę zwrotu części wydatków, bądź dzięki oprocentowaniu zgromadzonych środków. Jeśli wciąż posiadasz konto, za które płacisz i do tej pory nie dałeś się nakłonić na darmowy rachunek, to może kilka prostych obliczeń przekona Cię do zmiany zdania? 2+2=4 Założenia, które przyjęliśmy musiały być stosunkowo proste i uniwersalne, tak by dało się je zastosować do większości kont na rynku. Sięgnęliśmy po garść statystyki od NBP i GUSu, ponieważ nie chcieliśmy by nasze założenia były oderwane od rzeczywistości. Prezentują się one następująco: co miesiąc na konto osobiste będzie przelewana kwota wynagrodzenia w kwocie 2 313,39 (średnie wynagrodzenie netto w 2010 r. wg GUS); Posiadacz konta korzysta z karty debetowej 10 transakcji miesięcznie po 108,8 zł każda (średnia wartość transakcji bezgotówkowej dokonywanej za pomocą karty wg NBP w IV kwartale 2010 roku); Właściciel rachunku dokonuje 5 internetowych przelewów zewnętrznych każdy na 100 zł; Na koncie utrzymywane jest średnie saldo w wysokości 1000 zł – to od tej kwoty wyliczone zostało oprocentowanie kont; Dodatkowo, dla Banku Millennium i Meritum Banku zastosowaliśmy bardziej szczegółowe wyliczenia ze względu na ich programy premiowe. Zostały one dokładniej opisane pod tabelką poniżej. W zestawieniu pokazaliśmy także jeszcze jedną opłatę, które jednak nie uwzględniliśmy w liczeniu kosztów posiadania konta – jest to opłata za wypłatę z bankomatów nie należących do sieci danego banku. Żadne statystyczne źródło nie pokazuje średniej ilości wypłat z bankomatów w ogóle, a tym bardziej nie porusza kwestii wypłat z bankomatów sieci zewnętrznych. W dodatku większość z nas unika korzystania z takich urządzeń. Dlatego nie dodawaliśmy tej opłaty do ogólnego rozrachunku, jednak jako istotna, jest ukazana w zestawieniu. W samej tabeli została ujęta w nawias. Polaku nie przepłacaj! Proste wyliczenia pokazały, że najlepiej jest posiadać „Konto z Podwyżką” w Banku BGŻ. Bank BGŻ gwarantuje nam dodatkowy 1% do naszej wypłaty, która będzie wpływała na konto – nawet do 50 zł miesięcznie. Wystarczy, że zarabiamy minimum 300 zł miesięcznie. 1% od przeciętnej polskiej wypłaty w IV kwartale 2010 roku to 23,13 zł. Jeśli odejmiemy od tego 5 zł, które zapłacimy za obowiązkową kartę debetową to pozostanie nam 18,13 zł miesięcznie, co w skali roku przynosi 217,56 zł zysku! Co więcej nie musimy szczególnie aktywnie korzystać z konta, wystarczą 3 transakcje bezgotówkowe za pomocą karty debetowej i wpłynięcie pensji. Warto odnotować, że przy maksymalnym możliwym zwrocie z tytułu premii 1% możemy dostać 50 zł miesięcznie, co daje nam 600 zł rocznie po potrąceniu opłaty za kartę (5×12=60 zł) będziemy mieć 540 zł na czysto opłaca się, prawda? Drugie miejsce zajął Bank Millennium z „Dobrym Kontem”, które posiada mechanizm zwrotu 3% wydatków dokonanych za pomocą karty debetowej w sklepach spożywczych i na paliwo – maksymalnie 50 zł w miesiącu. Wg danych zebranych przez GUS przeciętna rodzina wydaje 34,4% swojego budżetu na transport (a więc paliwo) i żywność. Przy naszych założeniach, dla 10 transakcji dokonanych za pomocą karty – po 108,8 zł każde 34,4% będzie wynosić 374,272 zł – 3% tej sumy to 11,23 zł. W skali roku daje nam to 134,73 zł dodatkowego zysku! Oczywiście jeśli częściej korzystamy z karty w sklepach spożywczych tym dla nas lepiej, program premiowy zakłada zwrot do 50 zł w miesiącu. Trzecim rachunkiem, który najbardziej się opłaca jest „Konto Skarbonkowe” Getin Banku. Podobnie jak rachunki z pierwszego i drugiego miejsca, ten też posiada program premiowy. Przykładowo, tradycyjnie to my płacimy za przelew – tutaj jest inaczej, to bank płaci nam 1 zł. Nie tylko za przelew zresztą. Przy założeniu, że nasze operacje bezgotówkowe kartą będą wynosiły ponad 100 zł – za każdą z nich dostaniemy złotówkę. Tyle samo także za wpłynięcie pensji. 10 takich przelewów, plus pensja dają nam 11 zł miesięcznie czyli 132 zł w skali roku. Straty przez duże „S” Niestety konta, które przynoszą zysk to nie reguła. Z prostych obliczeń wynika, że w aż 10 przypadkach, korzystanie z konta oznacza dla nas stratę pieniędzy. Najwięcej kosztują Konto Banku BNP Paribas z pakietem L oraz MultiKonto Ja Active – MutliBanku. Jest to odpowiednio 180 zł i 174 zł w skali roku. Za nie poniesiemy największe opłaty. Najmniejsze straty poniesiemy w przypadku konta Banku Nordea – Nordea Spektrum – to konto to koszt 18 zł w skali roku. Konto za zero daje Ci zero… Jest jeszcze 3-cia grupa kont, która uplasowała się pośrodku zestawienia. Są to konta bez programów premiowych, które też nic nie kosztują dzięki czemu po spełnieniu prostych wymogów jak np. jedna operacja kartą (dbNET) czy wpływ wypłaty na konto, nie poniesiemy żadnych kosztów związanych z korzystaniem z rachunku –. To ostatnie to zresztą bardzo często spotykany wymóg – banki chcą by to u nich posiadać główne konto. Te konta to dobry wybór dla osób z niewielkimi albo niestałymi wpływami, przez które niemożliwe będzie branie udziału w niektórych programach premiowych. Grosz do grosza… Jak pokazało nasze zestawienie warto sprawdzać ile będzie nas kosztowało konto w skali roku. Dzięki temu możemy nie tylko zaoszczędzić, ale także zarobić! Bo przecież lepiej jest posiadać w portfelu dodatkowe 200 zł niż nie mieć ich wcale, albo wręcz być uboższym o tę kwotę, prawda?
Petra Kvitova, Wiera Zwonariowa i Karolina Woźniacka – to rywalki Agnieszki Radwańskiej w grupie w kończącym sezon tenisistek turnieju masters – WTA Championships z pulą nagród 4,9 mln dol. w Stambule.Losowanie grup odbyło się w niedzielę wieczorem, a pierwsze mecze zaplanowano na wtorek.
W Sinan Erdem Arena wystąpi osiem najlepszych zawodniczek w tym roku. Zostały podzielone na dwie grupy: " czerwoną" i " białą" .
Osiem najlepszych rakiet świata, sześć dni rywalizacji i aż 1,75 mln… czytaj więcej  » Agnieszka Radwańska nie musi już drżeć o udział w kończącym sezon turnieju… czytaj więcej  » W tej pierwszej zagrają Radwańska, Woźniacka, Zwonariowa i Kvitova. Drugą stworzą: Białorusinka Wiktoria Azarenka, Chinka Na Li, Rosjanka Maria Szarapowa i Australijka Samantha Stosur.
Rezerwowymi będą Francuzka Marion Bartoli i Niemka Andrea Petkovic.
Radwańska zadebiutuje w tej imprezie jako pełnoprawna uczestniczka. Do tej pory wystąpiła w niej dwa razy, ale zawsze z pozycji rezerwowej.
Gruba kasa
Na triumfatorkę, która wygra trzy mecze w grupie oraz dwa kolejne w fazie pucharowej, czeka czek na 1 750 000 dolarów. Triumfatorka, która w rywalizacji grupowej przegra jeden pojedynek, otrzyma 1,635 mln dol., a w przypadku dwóch porażek – 1,520 mln. Jeśli chodzi o finalistkę będzie to czek na sumę 890 tys. dol. albo, odpowiednio, 775 bądź 660 tys.
Awans do półfinału, który przy trzech zwycięstwach wart jest 485 tys. dol., a w pozostałych dwóch przypadkach 375 lub 255 tys.
Już wyjście na kort do pierwszego meczu oznacza wypłatę w wysokości 110 tys. dol., również w sytuacji, gdyby tenisistka poniosła trzy porażki. Wygranie meczu daje 225 tys., dwóch – 340 tys., a trzech – 455 tys. Do tego należy doliczyć 35 tys. za awans do półfinału.
bgr/fac
paź
11
Duńczyk Frank Arnesen został trenerem ostatniej obecnie drużyny piłkarskiej ekstraklasy Niemiec Hamburgera SV. Do tej pory pracował w tym klubie jako dyrektor sportowy.Frank Arnesen /AFP
19 września z powodu słabych wyników zwolniony został Michael Oenning. Jego tymczasowym następcą został prowadzący dotąd klubowe rezerwy Argentyńczyk Rodolfo Esteban Cardoso, ale w sobotę władze ligi odmówiły przedłużenia jego tymczasowej, wydanej na 15 dni, licencji.
55-letni Arnesen przyznał, że w tej chwili nie ma lepszego rozwiązania, dlatego zdecydował się przejąć obowiązki szkoleniowca. Zapewnił jednak, że klub nie będzie ustawał w poszukiwaniu nowego trenera.

